W Dzień Mamy powinny być kwiaty, słodkości...i były.
Był też dzień tak aktywny jak nigdy.
To prawda, że świeże powietrze, towarzystwo bliskich, kochanych osób i dłuuugi spacer potrafią zażegnać wszystkie smutki.
Dzisiaj wyglądałam jak te buty... :)
Ale czułam się jak motyl najwspanialszy z najwspanialszych.
niedziela, 27 maja 2012
poniedziałek, 7 maja 2012
Zwykły dzień
Dzisiejszy zwykły poniedziałek ułożył się dość niezwykle. Niby nic się nie wydarzyło a jednak dla mnie coś wielkiego. Dla niektórych być może codzienność...
Spacerowałam...sama...
...podziwiałam piękny przedpołudniowy krajobraz.
Wróciłam z pękiem nieziemsko pachnącego bzu.
Piłam kawę...w ciszy...zamyślona...
...dalej książka...tylko ja i książka.
Gdy "zwykle" przyjemności zdarzają się rzadko, to okazuje się, że już nie są takie zwykłe ale wyczekane i bardzo doceniane. Tak niewiele było mi potrzebne dla równowagi i spokoju ducha.
Spacerowałam...sama...
...podziwiałam piękny przedpołudniowy krajobraz.
Wróciłam z pękiem nieziemsko pachnącego bzu.
Piłam kawę...w ciszy...zamyślona...
...dalej książka...tylko ja i książka.
Gdy "zwykle" przyjemności zdarzają się rzadko, to okazuje się, że już nie są takie zwykłe ale wyczekane i bardzo doceniane. Tak niewiele było mi potrzebne dla równowagi i spokoju ducha.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Po długiej przerwie...
Czas mijał mi spiesznie. Był "zły" szpital i choroby, choroby i rodziców i dzieci. Był Święta ale jakby ich nie było. Było dużo "brzydkich i niechcianych" wydarzeń. Ale słońce już wyszło i na twarzach naszych uśmiechy i celebracja wiosny. Na zaprzyjaźnionej działce u rodziny powstał nawet mój pierwszy warzywniak. Z radością dziecka obserwuje kiełkujące nasiona i już się cieszę na letnie zbiory. Jest spokojnie. Mój duży brzdąc za chwilę kończy 4 lata, a mały ma już prawie rok. Ten obecny czas jest dobry ale niestety pojawiają się w mojej głowie wyrzuty sumienia...wyrzuty za to że siedzę w domu a powinnam jak rzesze innych kobiet pracować zawodowo. Miałam, tak jak przy pierwszym dziecku, szybko wrócić do pracy, ale wszystko ułożyło się inaczej. W swoim otoczeniu mam dzielne kobiety, którym udaje się łączyć pracę i dom i w ogóle wszystko...a ja jedna siedzę. Wiem, że nie mogę tak myśleć, bo przecież nie siedzę i nie gapie się cały dzień w tv, ale chyba nie byłabym sobą gdybym nie wymyślała sobie problemów ;) W takich chwilach wolałabym mieć "niewrażliwą duszę" i iść przez życie cały czas prosto, z podniesiona głową.
środa, 15 lutego 2012
Kiedy to minęło...
Jak szybko minął czas...dziś spotykam swoje młodsze dziecko w różnych częściach domu...a to pod stołem a to przy szafie. Przecież jeszcze niedawno witałam go na świecie ze łzami szczęścia w oczach. Tuliłam i nosiłam takie maleństwo a teraz mam dużego chłopca, który zaraczkuje wszędzie, który zakrzyczy i pokaże że stać go na wiele...
Starszy syn zbuduje z lego rzeczy, których ja nigdy nie wymyślę. Ostatnio wrócił z basenu i pochwalił się że wygrał pierwsze w życiu zawody pływackie (była to zabawa ale jednak w formie rywalizacji), a ja niedługo muszę myśleć do jakiej szkoły go posłać...Matko...przecież go też jeszcze przed chwilą tuliłam na rękach do snu...
Dzisiaj dopadła mnie taka refleksja...przemijanie...zmiany...wszystko pędzi do przodu jak szalone...Mam wrażenie że tylko ja stoję w miejscu i nie wiem czy to dobrze, ale może to tylko wrażenie.
pozdrawiam.
czwartek, 19 stycznia 2012
Miasteczko Mamoko
Zaczytujemy się ostatnio w świetnej książce. W zasadzie to nie zaczytujemy a zagadujemy...bo to książka nie do czytania a do opowiadania. Ta pozycja na chłopięcej półce to to, czego dawno nam brakowało, to co chcieliśmy mieć ale nie umieliśmy nazwać. Przypadkowo ją znalazłam i uważam że jest świetna. I dla syna i dla mnie. Uwielbiamy opowiadać, wymyślać niewymyślone i tworzyć historie nieprawdopodobne, a Miasteczko Mamoko nam to umożliwia. Książka składa się z samych ilustracji, ale jakich...drobiazgowych, szczegółowych, kolorowych. Gdy pierwszy raz ją otworzyłam to pomyślałam, że jest pięknie zilustrowana ale my nie damy rady tu wymyślać żadnych historyjek. Jakże się myliłam...nasza wyobraźnia jest zaskakująca. Jak chcecie mieć książkę która się nie nudzi i którą można opowiadać za każdym razem inaczej i w zasadzie bez końca to polecam ją wszystkim. Dla nas jest świetna.
Pokrótce napiszę tylko, iż w Miasteczku Mamoko mieszkają różne postacie i na każdej stronie można śledzić ich przygody. Wszystko się tam przeplata i łączy a każdy widzi to tak, jak chce. Książka składa się z samych ilustracji, więc nie trzeba znać literek :)
piątek, 6 stycznia 2012
Usłane gwiazdami....
...drzewa usłane gwiazdami, migoczące gałązki...patrzę i marze. Świąteczne miasto jest piękne. Skłania do refleksji. Chciałabym, jak za dawnych czasów, spacerować i podziwiać tak długo jak tylko miałabym ochotę, aż zmarzną mi ręce, aż zachce mi się gorącej herbaty. Wtedy mogłabym zatrzymać się w pobliskiej kawiarence na coś ciepłego z ciasteczkiem na talerzyku, popijałabym i podziwiała dalej, tyle że przez szybę. W końcu wróciłabym do domu, przeczytałabym pewnie coś ciekawego, a może coś obejrzała...aż w końcu...aż w końcu czas wrócić do rzeczywistości.
-Mamo chodź pościgamy się...nooo...no nie rób już tych zdjęć...mamooo no chodź już.
Ach kocham te życie bardziej niż kiedyś :)
poniedziałek, 2 stycznia 2012
Nasza kolacja jeszcze "staroroczna" była taka jak zawsze, czyli sałatka grecka. Co tu robić jesteśmy od niej prawie uzależnieni. Czterolatek natomiast, zażyczył sobie kasze manne...nietypowo jak na sylwestrowy wieczór ale cóż. Ten czas mieliśmy spędzić w trójkę (półroczniak, wiadomo, od dwudziestej był słodko wtulony w poduszeczkę). Zaplanowałam puzzle i inne zabawy aby czymś zająć dziecko, które do północy jeszcze nigdy w swoim życiu nie wytrwało. Po kolacji miały być różne dziecięce i niezdrowe :) przekąski. Jednak o 22 dziecię me stwierdziło że jest zmęczone i idzie spać...no i żeby mu nagrać fajerwerki :) Szkoda że nie dotrwał ale skoro nie pojmuje jeszcze tematu zmiany roku to miał racje że poszedł spać. I tak wieczór spędziliśmy we dwójkę...grając w warcaby...tak tak warcaby a nie jakieś tam szachy ;). Warcaby to moja ulubiona gra, można przyjąć że dość obciachowa jak na sylwestrową noc, ale tak było. Tak, właśnie tak było w sylwestrową noc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
